Słuchowisko radiowe „Testerka wierności”

Kultowy „Teatrzyk Zielone Oko” wyemitował w radiowej Trójce słuchowisko „Testerka wierności”, w reżyserii Adama Wojtyszko.

Słuchowisko powstało na podstawie opowiadania „Modus operandi” (z tomu opowiadań kryminalnych „Rewers”). Miałam niesamowitą frajdę z adaptowania tej historii kryminalnej i gimnastykowania się, by tym razem zawrzeć emocje w dźwiękach :)

Zaczyna się tak: Pewna niesympatyczna pani przychodzi do Agencji Testerek Wierności z nietypowym zleceniem…

Przyjemnych doznań

Już do odsłuchania na:

http://www.polskieradio.pl/…/1743220,Testerka-wiernosci-mar…

Zakończenie powinno zaskoczyć również dla tych, którzy czytali „Modus operandi”

Żegnaj 2016!

To był pracowity rok

Napisałam dwie książki. Premierę miały aż trzy: Gra pozorów, Bestseller i Niebezpieczna gra.

Odwiedziłam ciekawe miejsca. Poznałam mnóstwo niesamowitych ludzi. Podpisałam listę obecności na dwóch najlepszych festiwalach kryminalnych: Kryminalna Piła i Poznański Festiwal Kryminału Granda. Dotarłam w kilka miejsc, do których „zwyczajni” ludzie nie mają dostępu, przez co zakiełkowały w mojej głowie pomysły na kolejne historie i myśl, że moja robota jest najlepsza pod słońcem.

Cudownie jest robić to co się kocha. Nawet jeśli to polega na myśleniu o tym, jak i czym kogoś uśmiercić ;)

Pora na 2017… To będzie niesamowity rok. Czujecie to?
P.S. – I do tego wszystkiego przez 12 miesięcy trzymałam się mojego noworocznego postanowienia (pływanie, bieganie, pływanie)!!! Na 2017 przygotowałam więc bardziej rozbudowana listę postanowień

2016

Prace nad nową książką

kopiaZwykle planuję kto i w jaki sposób zejdzie z tego świata, ale w ciągu ostatnich dni przeszłam na drugą stronę mocy ;) Dwa dyżury w pogotowiu dostarczyły mi szerokiej gamy doznań. Zaczęliśmy od zgonu, skoczyliśmy wizytą u uroczej rodziny patologicznej. W tak zwanym międzyczasie pławiłam się w ulubionej odmianie poczucia humoru. Zaliczyłam też bolesne zderzenie się ze swoimi ograniczeniami (chyba jednak nie jestem tak wielkim twardzielem jak mi się wydawało ;)). Najciekawsze jednak było to, co zwykle nie rzuca się w oczy. Oni – RATOWNICY.
Jestem spokojna, bo już wiem, że kolejna powieść z Anną Rogozińską dostarczy Wam odpowiedniej dawki realizmu i emocji.
P.S. Postaram się również wygospodarować miejsce na kilka zwrotów akcji.
#nowaksiazka #pracapisarza #realizm #emocje #zwrotyakcji #czwartastrona #opiatbojarska #ratownikmedyczny #jestmoc #annarogozinska #seria

Pytanie na śniadanie

z pytania Cztery lata temu rozmawiałam z Tomkiem Kammelem o debiutanckiej książce „Kto wyłączy mój mózg?”. Wczoraj wróciłam do TVP 2, by opowiedzieć o ósmej już książce pt: „Gra pozorów”, pasji pisania i zespole moich cudownych konsultantów!

Jeśli chcecie zobaczyć jak Tomek Kammel sprawdza się w roli czytającego „Grę pozorów” i z czym Marzena Rogalska kojarzy Poznań ;) – kliknijcie koniecznie na poniższy link :)


http://pytanienasniadanie.tvp.pl/24357101/od-nieruchomosci-do-pisania-kryminalow

IV edycja festiwalu Kryminalna Piła

Plakat  Wraz z organizatorami najbardziej policyjnego festiwalu kryminalnego w Polsce zapraszam wszystkich do Piły w dniach 30.03-2.02. 2016 r.

Będzie można spotkań Ryszarda Ćwirleja, czarne towarzystwo z Czarnej Owcy czyli PM Nowaka, Martę Zaborowską i mnie, a także prokurator Małgorzatę Ronc, Jorna Lier Horsta oraz Janusza Leona Wiśniewskiego.

Oprócz spotkań jak co roku Maszyna do Pisania przygotowała dla kursantów rewelacyjne warsztaty. Więcej info na stronie www.maszynadopisania.pl oraz www.kryminalnapila.pl

Granda w Poznaniu

W październikowy weekend Poznań na chwilę zamienił się w kryminalną stolicę Polski.

DSC_3769

Poznański Festiwal Kryminału GRANDA zaproponował odwiedzającym różnorodne rozrywki. Nie tylko z dziedziny literatury, ale również filmu i muzyki.

Trzy intensywnie dni. Jedenaście spotkań na scenie, oprócz tego gra miejska, warsztaty dla piszących, stacje sensacje i sensacyjna wystawa Zakładu Medycyny Sądowej! O wystawie wspominam nie tylko dlatego, że jestem jej pomysłodawczynią i matką chrzestną (rozpiera mnie duma!), ale dlatego, że bilety na wystawę rozchodziły się jak gorące bułeczki, a zwiedzający mogli wejść w makabryczny świat eksponatów w towarzystwie pełnych pasji ludzi z Zakładu Medycyny Sądowej.

DSC_3609 DSC_3686 DSC_3748 DSC_3790

Z radością stwierdzam, że na GRANDZIE można było znaleźć wszystkie elementy znane Czytelnikom moich kryminałów.
Toczyła się w Poznaniu, znaleziono na niej kilka trupy, szybkie tempo nie pozwalało się nudzić, różnorodność doznań zapewniała rozrywkę dla każdego, zachwycała dbałością o szczegóły (grandowy motyw muzyczny – WOW!!!!) no i co najważniejsze kręciła się po niej garstka miłych policjantów (czy ktoś widział Burzyńskiego i Młodego) oraz pełna pasji antropolożka sądowa (Anita czy Dorota? Sama już nie wiem, bo fikcja myli mi się z rzeczywistością)! ;)

Pierwszą GRANDĘ uważam za zakończoną i czekam na kolejny pretekst do wspólnego pograndzenia ;)

granda-piatek24a

Zdjęcia pochodzą ze strony: www.festiwal-granda.pl oraz z bloga http://www.soy-como-el-viento.blogspot.com/ (gdzie znajdziecie interesują relację Anny R.K. z kolejnych festiwalowych dni).

Podstawy pisania – warsztaty kreatywnego pisania

„Pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej (…) Czasami człowiek musi, inaczej się udusi…”*

Do Poznania dotarła w końcu najlepsza w Polsce szkoła kreatywnego pisania. Jest mi niezmiernie miło, że „Maszyna do Pisania” zaprosiła mnie współpracy, której owocem  będą warsztaty „Podstawy Pisania”.

Bez tytułu

Jeśli piszesz, chcesz doskonalić warsztat albo wydać swoją książkę, ten kurs jest dla Ciebie. Podczas zajęć otrzymasz niezbędną dawkę teorii i – co równie ważne – weźmiesz udział w ćwiczeniach praktycznych. Będziesz pisać, wymyślać i tworzyć. Poznasz też siebie, swoje silne i słabe strony, odkryjesz swoje granice literackie i uwolnisz kreatywność.

CZAS TRWANIA: 4 tygodnie

PROGRAM: http://www.maszynadopisania.pl/kurs/podstawy-pisania/

* Cytat, z lekkimi zmianami pochodzi z tekstu piosenki „Śpiewać każdy może”, autor tekstu: Jonasz Kofta.

CELE KURSU:
Podstawowym celem kursu, który powinien osiągnąć każdy uczestnik, jest tekst. Wszyscy powinni zakończyć cykl spotkań dobrym formalnie, strukturalnie, językowo opowiadaniem lub pierwszym rozdziałem powieści.

NIEZBĘDNE MATERIAŁY:
Laptop (lub jak wolisz kartka i długopis) oraz czysty i otwarty umysł.

INFORMACJE ORGANIZACYJNE:
Kwalifikacja odbywa się wyłącznie na podstawie zgłoszenia chęci uczestnictwa w kursie na adres:
maszyna@maszynadopisania.pl
Po otrzymaniu potwierdzenia otwarcia kursu prosimy o dokonanie wpłaty i odesłanie potwierdzenia na adres:
maszyna@maszynadopisania.pl

Nie jest konieczne doświadczenie pisarskie ani wykształcenie zgodne z profilem.
Każdy może się zapisać i uczestniczyć w zajęciach.

OPŁATY:
Całkowity koszt to 690 zł netto (848,70 zł brutto, wystawiamy faktury vat) płatne z góry na konto Maszyny (możliwość płatności w ratach)

IDEA BANK SA
35 1950 0001 2006 0797 6429 0002

Maszyna do Pisania
ul. Zbożowa 15/47
87-100 Toruń

TYTUŁEM: podstawy pisania/Joanna Opiat-Bojarska

WARTO WIEDZIEĆ:
Na naszych kursach piszemy. To podstawa współpracy nauczyciela z uczniami. Pisarz jest pisarzem, jeśli pisze. Nie można nauczyć się pisania, słuchając „gadających głów”.
Nie ma żadnych ocen, stopni.
Wierzymy w rozwijający i motywujący wpływ konstruktywnej krytyki. Możesz się uczyć od nauczyciela, ale i od innych uczestników kursu. Nie ma lepszej szkoły, niż nauka na cudzych błędach. Po co masz wyważać otwarte drzwi?

ZAPRASZAM w imieniu Maszyny do Pisania oraz swoim!

Kolejna ofiara dopalaczy…

„Na poznańskim Chwaliszewie znaleziono dziś śmiertelną ofiarę zabawy z dopalaczami. Mężczyzna miał trzydzieści lat i zanim umarł, zaliczył zapewne kilka ciekawych wizji. Jedna z nich sprawiła, że przy ponad piętnastostopniowym mrozie zdecydował się wyjść na dwór w samej koszuli”*

WTK

Kiedy ponad rok temu zaczynałam pracę nad „Zaufaj mi, Anno” zastanawiałam się, czy temat dopalaczy jest jeszcze aktualny. Kilka lat temu obserwowałam głośną medialnie sprawę zamykania sklepów ze środkami psychoaktywnymi, sama do końca nie wiedząc czym są dopalacze. Czy różnią się czymś od Red Bulli?

Kiedy w styczniu 2015 wraz z premierą książki odzywałam się do mediów z prośbą o nagłośnienie sprawy odpowiedziała mi cisza. Bo po co edukować ludzi? Po co dostarczać im wiedzę dotyczącą dopalaczy, skoro problem nie istnieje?
- Jak to nie istnieje? – pytałam. – To, że się o nim nie mówi, nie znaczy, że nie istnieje. Skoro w każdej chwili mogę zamówić dopalacze przez internet, z dostawą do domu, to znaczy, że problem dawno wymknął się spod kontroli…

Teraz, pół roku po premierze książki media zalewają informacje o kolejnych śmiertelnych ofiarach dopalaczy. Młodzież (ale również ludzie dorośli) bawi się środkami psychoaktywnymi nie zdając sobie sprawy, że o wiele bezpieczniej byłoby im się bawić narkotykami.

„Zaufaj mi, Anno” – to kompendium wiedzy o dopalaczach, które pod przykrywką rozrywki kryminalnej bawi, serwuje emocje i uczy.

„Nie widzę nic złego w uzależnieniach. Głupia nazwa czegoś, co powtarzasz, by sprawić sobie przyjemność. Dopalacze są jak bagno. Spróbuj i ani się nie obejrzysz, a wpadniesz, otoczy cię smolista maź utrudniająca nie tylko ruchy, lecz także logiczne myślenie. Nie ma znaczenia, jak silną masz psychę, jak bardzo jesteś przekonana o swojej wyjątkowości. Znałem wielu… takich po studiach, zapierdalających w korporacjach (…). Mefedron doprowadził ich do ruiny. Wciągnął tak szybko, że nawet nie zdążyli tego zauważyć. Ktoś powinien napisać nową książkę: My, japiszony z dworca Poznań Główny”*

„Skąd się biorą dopalacze? Jako produkt uboczny przemysłu farmaceutycznego. Podczas badań powstają różne związki. szuka się połączeń dających określony efekt leczniczy, a jednocześnie minimalizujących tak zwane skutki uboczne. Te najlepiej rokujące przechodzą do dalszego etapu badań, a te, które nie spełniają norm, powinny iść do kosza. Wykorzystuje się jednak je dalej. Jako dopalacze.”*

_

* – cytaty pochodzą z książki „Zaufaj mi, Anno”, J.Opiat-Bojarska, Wyd. Filia

zaufaj mi, anno - front

Widzimy się w lipcu?

Już niebawem będziemy mieli okazję poznać się osobiście. Zapraszam serdecznie na wyjątkowe spotkania:

-  w sobotę 18.07 o godz. 18.00 do Łodzi (miejsce: Mysterious Room, będzie emocjonująco, tajemniczo i energetycznie),

11427244_934507419935131_2695302429003950623_n

- w sobotę 25.07 o godz. 12 do Poznania (spotykamy się przy Starym Marychu, zwiedzimy Poznań śladami zbrodni z „Zaufaj mi, Anno” oprowadzani przez Profesjonalnego Przewodnika po Poznaniu, a potem usiądziemy w Bibliotece Raczyńskich i porozmawiamy chwilę – będę zdradzać kulisy lokowania powieści w Poznaniu),

plakat_spotkanie_wycieczka- w piątek 31.07 o godz. 18.00 do Gdyni, na Nadmorski Plener Czytelniczy.

Kryminalne czwartki w Lublinie – edycja III

W kwietniu miałam przyjemność gościć w Lublinie. Dziękuję za zaproszenie Stowarzyszeniu Przyjaciół Radia Lublin. Było mi niezmiernie miło gościć w miejscu, w którym pojawiają się tacy „kryminaliści” jak Krajewski, Miłoszewski, Wroński, Ćwirlej czy Czubaj.

00000000124757001 00000000124849001

Kilka słów o cyklu spotkań:

‚Kryminalne czwartki w Lublinie – edycja III’ to cykl nakierowany na promocję współczesnych polskich kryminałów. Cykl składa się z 7 podobnie realizowanych modułów zawsze skupionych wokół postaci wybitnego polskiego pisarza, autora kryminałów. W każdy trzeci czwartek miesiąca w godzinach porannych w Studiu Muzycznym Polskiego Radia Lublin będą odbywały się półtoragodzinne warsztaty z cyklu creative-writting prowadzone przez zaproszonego pisarza dla wyłonionej w procesie rekrutacji klasy z jednego lubelskich liceów (spotkanie zamknięte), zaś w godzinach wieczornych w tymże studiu będzie odbywało się spotkanie autorskie otwarte dla lubelskiej publiczności, w tym także studentów polonistyki, dziennikarstwa, kulturoznawstwa UMCS i KUL. Oba te wydarzenia będą rejestrowane, w wyniku czego zostanie przygotowany 30-minutowy reportaż z wizyty pisarza w Polskim Radiu Lublin.

Reportaż  ze spotkania (plik audio plus zdjęcia):

http://moje.radio.lublin.pl/okienko-literackie-spotkanie-z-joanna-opiat-bojarska.html

Agata Koss- Dybała o Opiat-Bojarskiej:

W swoich książkach – w tym tych kryminalnych – pisze o Poznaniu. Bardzo współczesnym Poznaniu, w którym można zaobserwować różne problemy społeczne, jakie dotyczą nas wszystkich. I po którym chodzą ludzie mogący być przedstawicielami całego polskiego społeczeństwa.


TOP 10 – bestsellery marca

Dziewięć dni temu „Koneser” zadebiutował na księgarskim rynku i od razu trafił na listy najlepiej sprzedających się kryminałów. Od tamtego dnia powoli i mrocznie pnie się do góry.

W chwili obecnej „Koneser” znajduje się na 10 miejscu wśród bestsellerowych kryminałów w Empiku (awans z miejsca 11) oraz na 15 miejscu listy najlepiej sprzedających się kryminałów w sieci Matras (awans z miejsca 69).

konser 10 matras

Kryminalna Gra Miejska

plakat-Gra-KP-2015

Tegoroczna Kryminalna Gra Miejska odbywać się będzie na podstawie powieści poznańskiej pisarki Joanny Opiat-Bojarskiej pt. „Zaufaj mi, Anno”. Scenariusz gry jest autorską i swobodną adaptacją książki (zmienione zostały miejsce akcji, zakończenie powieści, przemilczane zostały pewne wątki oraz drugie dno powieści).
Uczestnicy Gry – uczniowie reprezentujący zespoły pilskich gimnazjów i liceów pod opieką nauczycieli – tym razem będą mieli wyjątkową możliwość zbadać okoliczności sprawy dotyczącej nielegalnych przyjemności i ich śmiertelnych konsekwencji. Staną prze pytaniami: czy to robota seryjnego mordercy? Jaki związek z zabójstwami maja dopalacze? Czu uda się zdemaskować mordercę zanim zaatakuje po raz kolejny?
Uczestnicy Gry wcielą się w role dziennikarzy śledczych i z pewnością przeżyją niecodzienną przygodę intelektualną oraz etyczną. Tegoroczna Gra nie jest bowiem tylko umysłową łamigłówką, odbywającą się na ulicach naszego miasta. Gra nieść będzie ze sobą wyraźny przekaz dydaktyczny o szkodliwości wszelkich używek i niebezpieczeństwach czyhających na wszystkich, którzy po nie sięgają.

Powrót dopalaczy? BZDURA!

Kiedy, rozpoczynałam research do „Zaufaj mi, Anno” wydawało mi się, że być może temat jest przebrzmiały. Temat kiedyś istniał w mediach. Premier ogłosił wojnę. Zapewne ją wygrał. Czy w Polsce w ogóle można kupić jakieś dopalacze? Czy ktoś je jeszcze zażywa?

Research i rozmowy z konsultantami jednak mnie przeraziły. Środki psychoaktywne były i są bardzo łatwo dostępne. I wiecie co? Nawet jeśli przyjąć, że wszystko jest dla ludzi, to dopalacze to największa ściema marketingowa a jakiej słyszałam. Narkotyki są od dopalaczy bezpieczniejsze, wolniej uzależniają i wolniej niszczą organizm. Stwierdzenie „biorę heroinę” przeraża, a „dopalam” – brzmi tak lightowo, prawda?

Powrót dopalaczy to kolejne marketingowe hasło. Dopalacze istniały i będą istnieć.

W „Zaufaj mi, Anno” to obyczajowo-kryminalna powieść opowiadająca między innymi o nielegalnych rozrywkach i ich konsekwencjach. Polecam. Książka jest już dostępna w dobrych księgarniach. Jej premiera odbyła się w Kórnickim Ośrodki Sportu i Rekreacji „Oaza”.

DSC09006 DSC09000 DSC09018 DSC09049

Podsumowanie 2014 – dwa etaty i skarabeusz.

Rok temu życzyłam sobie, żeby 2014 przyniósł mi jeszcze więcej wyzwań… i tak też się stało. Czas na esencjonalne i literackie podsumowanie mijającego roku.

STYCZEŃ

Na dobry początek – spotkanie z prokuratorem, rozmowa o literaturze i omówienie zasad współpracy.
Potem tory kolejowe, hotel Rodan oraz aktorzy: Jarek i Monika czyli nagranie zwiastuna do książki „Słodkich snów, Anno”.



LUTY

Na zaproszenie Grupy Onet pojawiam się na warsztatach dla blogerów i na Gali Bloga Roku. Poza tym piszę, piszę i piszę. Wieczorami oczywiście.

DSC07363 DSC07393

 

 

 

MARZEC

W księgarniach pojawia się nowość „Słodkich snów, Anno”. Dociera na TOP Empiku a ja na spotkania autorskie… w Empiku i wielkopolskich bibliotekach.

DSC07491

KWIECIEŃ

W kwietniu na chwilę przestaję pisać, by doświadczyć festiwalu Kryminalna Piła.  Poznaję ludzi i klimat, który chcę zapamiętać (i opisać, oczywiście).

WSB

MAJ

Nie wiem jak się nazywam, czy rzeczywiście piszę książki, czy tylko mi się tak wydaje. Osiem spotkań z czytelnikami w ciągu czterech tygodni… między innymi podczas Warszawskich Targów Książki. Nie mam czasu nawet na pisanie. Na szczęście właśnie skończyłam pisać książkę (mrocznego Burzyńskiego nr 2)

targi

CZERWIEC

Zaczynam pracę nad Anną nr 2.
Podczas wymarzonego, dwutygodniowego urlopu zgodnie ze zwyczajem obchodzę Skarabeusza-  atrakcję turystyczną spełniającą marzenia. Wymyślam marzenie…
- Żeby Burzę nr 2 chciał wydać… (tu pada nazwa jednego z największych wydawnictw). Albo …. (dodaję nazwę kolejnego wydawcy). Albo, by chcieli oboje! Skoro marzenia nic nie kosztują ;)

DSC07948

LIPIEC/SIERPIEŃ

Marzenia się spełniają. Mam z czego wybierać. Rozmawiam z dwoma najważniejszymi wydawcami powieści kryminalnych. Ostatecznie wybieram Czarną Owcę.
Energia mnie rozpiera. Piszę jeszcze więcej, ścigam się z czasem. Muszę skończyć Annę nr 2 na czas. Wydawca czeka. Zwiedzam też Warmię i Mazury w przesympatycznym towarzystwie.

DSC08891

WRZESIEŃ

Cztery tygodnie owocnej współpracy z redaktorką Czarnej Owcy. Trafia też do mnie okładka „Zaufaj mi, Anno”.

PAŹDZIERNIK

Wracam do Anny nr 2. Brakuje mi czasu na wszystko co nie jest pisaniem. Łączę pracę zawodową z pracą pisarza. Od pół roku pracuję na równorzędnych dwóch etatach…

IMAG0167

LISTOPAD

Anna nr 2 jest już u Wydawcy a ja zaczynam miesięczny odwyk od pisania ;) Mam czas, by pomyśleć o promocji książek, kolejnych częściach ale także o swojej rodzinie i sobie. Dociera do mnie cudownie mroczna okładka „Konesera” :)

GRUDZIEŃ

Rozpoczynam prace nad Burzą nr 3. Ryszard Ćwirlej i Anna Klejzerowicz piszą kilka słów na okładkę „Zaufaj mi, Anno”.

To był dobry rok pełen wyzwań, ciekawych ludzi i emocji. Co spotka mnie w kolejnym? Czekam na niego z cierpliwością.

Niech i Wam spełnią się marzenia!

Pracowicie

Dawno mnie tu nie było. Nie z powodu lenistwa…

Od początku lipca do końca października tkwiłam w szale pisania. Każda wolna chwila przeznaczona była na pracę.  Kolejna część Anny, redakcja kolejnej części Burzyńskiego.

Zrealizowałam pierwszą w swoim życiu umowę na stworzenie książki na zlecenie Wydawnictwa Filia. Tym razem Anna Rogozińska doświadczy… a z resztą, nie będę Wam opowiadać, przeczytacie sami! „Zaufaj mi, Anno” – pojawi się w księgarniach przed Walentynkami.

Podpisałam też  umowę z Wydawnictwem Czarna Owca (i moze w końcu doczekam się prawdziwie mrocznej okładki? ;) ). Podkomisarz Burzyński ma pełne ręce roboty… Jakiej? Śledźcie zapowiedzi Czarnej Owcy (książka ukaże się w Czarnej Serii).

To tyle. Niebawem zaprezentuję Wam okładkę „Zaufaj mi, Anno”…

„Słodkich snów, Anno”- TOP Empiku i dodruk!

image003

Moja najnowsza książka zbiera bardzo dobre recenzje. Anna Rogozińska budzi sympatię, a zagadka kryminalna z którą przychodzi jej się zmierzyć jest dopracowana i zaskakująca. Pierwszy nakład książki rozszedł się w ciągu trzech tygodni od premiery a książka trafiła na TOP Empiku.

Cóż mogę powiedzieć? Bardzo się cieszę. Dziękuję!

Zmotywowana do ciężkiej pracy niebawem zabieram się za „Słodkich snów, Anno 2″. To będzie moja pierwsza książka pisana na zamówienie wydawcy :) Miło jest spełniać swoje marzenia.

SLODKICH SNOW ANNO 5

Promocja nowej książki

W Empiku, Matrasie i innych dobrych księgarniach można już kupić „Słodkich snów, Anno”.

To mojej najnowsze, ukochane dziecko. Powieść obyczajowo-kryminalna. Pierwsza część serii o wyjątkowej bohaterce, dziennikarce Anie Rogozińskiej. Podobno pierwszej takiej w polskim kryminale.

Po pierwszych dniach sprzedaży zaczęły pojawiać się recenzje. Jedna lepsza od drugiej. Dziękuję. Czuję się zmotywowana do pisania. Obiecuję, że moja kolejna książka będzie jeszcze lepsza od „Słodkich snów, Anno”.

Poniżej zamieszczam linki do recenzji oraz do tekstu napisanego przeze mnie dla Zbrodni w Bibliotece, w którym zdradzam tajemnicę tytułu.

Ściskam Was serdecznie.

Tajemnice tytułu:
http://zbrodniawbibliotece.pl/kronikakryminalna/3668,sweetdreamsanno/

Recenzja Agnieszki Krawczyk:
http://www.zbrodniczesiostrzyczki.pl/recenzje/973-qsodkich-snow-annoq-joanny-opiat-bojarskiej-recenzja.html

Recenzja Leszka Koźmińskiego:
http://www.kryminalnapila.blogspot.com/2014/03/recenzja-joanna-opiat-bojarska-sodkich.html

 

Warsztaty i Gala Blog Roku

Wczorajszy dzień obfitował we wrażenia :) Wszystko za sprawą Bloga Roku.

Przed południem na warsztatach dla blogerów opowiadałam o tym, jak przekuć porażkę w sukces, a sukces bloga w sukces wydawniczy.


Na sali panowała specyficzna, powiedziałabym branżowa atmosfera. Zadając pytanie: Kto chciałby wydać książkę? spodziewałam się nieśmiało uniesionej, jednej, może dwóch rąk w górze. Nie dlatego, że blogerów nie interesuje bycie pisarzami. Wręcz przeciwnie. Ale jakoś odnoszę wrażenie, że nie lubimy publicznie przyznawać się do naszych pragnień. Zaskoczył mnie więc las rąk. Zaskoczył i uzmysłowił, że mam do czynienia z niesamowitą grupą młodych ludzi. Bloger pisze dla siebie (przede wszystkim) i jest bogiem swojego bloga. Co za tym idzie? Szczerość (bo jestem taki, jaki jestem, a jeśli wam się to nie podoba, to nie musicie czytać mojego bloga). Otwartość. Bezpośredniość. Kreatywność. Przekonanie o sile sprawczej słowa.
Szczerość w dzisiejszych czasach jest dobrem deficytowym, przeze mnie cenionym nade wszystko.

Zarówno warsztaty, jak i wieczorna Gala odbywały się w przepięknym i inspirującym miejscu – Muzeum Historii Żydów Polskich. Galę prowadził Olivier Janiak. O dziwo, poradził sobie z niesamowitą energią płynącą z widowni. Wydawałoby się, że jest sztywny … ale szybko dopasował się do panujących warunków. Ma facet refleks i jest zgryźliwy. I dobrze.
Jurorzy w tym roku niedopisali, i to było największe rozczarowanie. Powiedziałabym nawet, że to dość głośny i bolesny policzek w twarz organizatorów i osób biorących udział w konkursie. Oczywiście, zdarzają się przypadki losowe i choroby, które uniemożliwiają jurorowi pojawienie się na Gali. Ale na miłość boską, wypadałoby się usprawiedliwić? Przygotować coś, co wynagrodzi nieobecność? Może wymagam zbyt wiele, może się czepiam ale wydaje mi się, że zachowanie ludzi w takich sytuacjach świadczy o klasie, bądź jej braku.  Żebrowski, który nie mógł dotrzeć na jedną z poprzednich Gal przygotował film, w którym uzasadniał wybór. Zielińska, która w zeszłym roku niedotarła, przez prowadzących przeprosiła blogerów i dodatkowo odzywała się do blogerów w trakcie Gali.

Na szczęście atmosfera Gali była niesamowita. Na sali królowały komórki. Duża część widowni nie odkładała ich ani na chwilę. Ciągle albo robili zdjęcia, albo klikali w ekran. Nagrodzeni z komórek odczytywali podziękowania. Takie czasy :)))) Ja na ich tle wyglądam całkiem nieźle. I wcale nie jestem uzależniona ;)

Co jeszcze? Dawno tak się nie śmiałam. Hitem tegorocznej Gali były podziękowania nagrodzonej blogerki, w kategorii Teen. Młoda dziewczyna, zaskoczona wyborem jurora (równie młodego Sebastiana Kwiatkowskiego) komunikując, że jest bardzo zaskoczona powiedziała:
- Dziękuję też jurorowi, Sebastianowi Kwiatkowskiego – juror stał obok niej – za to, że mnie wybrał.  Dziękuję bardzo i nie wiem, jak ja się jemu ODWDZIĘCZĘ!!!!

Sekundę po wypowiedzeniu tych słów, wszyscy powyżej 18 roku życia, dokładnie wiedzieli, jak dziewczyna może się odwdzięczyć chłopakowi… i pokładali się ze śmiechu.

Na koniec chciałam pogratulować wszystkim nagrodzonym. Wszystkich przegranych muszę uczulić na fakt, że brak statuetki Blog Roku, nie musi jeszcze oznaczać, że w tym roku nie osiągniecie sukcesu. Najlepiej smakuje sukces, na który ciężko się pracowało. Proponuję zakasać rękawy i odważyć się spełniać swoje marzenia. Do każdego celu prowadzi przynajmniej kilka, różnych dróg.

Powodzenia!

Jak wydać książkę?

Jak co roku Grupa Onet, przy okazji Gali Bloga Roku, organizuje bezpłatne warsztaty dla blogerów. W tym roku obok tematów związanych z promocją bloga, prawem autorskim i kształtowaniem relacji blogera z odbiorcami pojawi się też zagadnienie książki. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że pewna część osób piszących blogi marzy o tym, by zostać zauważonym… by wydać książkę.

Jak przekuć sukces bloga na sukces wydawniczy? – to pytanie zadano mnie.

27 lutego o godzinie 11:15 będę starała się na nie odpowiedzieć.

Pamiętajcie, 27 lutego widzimy się w Warszawie!

Zapraszam serdecznie. Zapisy na warsztaty właśnie ruszyły. Ilość miejsc ograniczona.

http://www.blogroku.pl/warsztaty.html

 

Podsumowanie 2013

 

 

Skoro zbliża się nowy 2014 rok przyszedł czas na podsumowanie 2013.

Mam subiektywne wrażenie, że ten rok minął bardzo szybko. Pewnie dlatego, że przepełniony był działaniami organizacyjnymi ;)

Rok zaczął się pracowicie, od przygotowań do premiery „Klubu Wrednych Matek”. Najpierw nagrywaliśmy trailer książki, którą polecały Małgorzata Kalicińska i Katarzyna Bujakiewicz.

Następnie organizowaliśmy konkurs towarzyszący premierze książki, w którym nagrodą był pobyt w SPA.

9 lutego miała miejsce huczna premiera „Klubu Wrednych matek” – kobieca orgia smaków, makijaży i luzu, na której pojawiły się wredne matki, media, przepyszny catering oraz tort – niespodzianka!

 

 

W lutym miałam zaszczyt pojawić się na Gali Bloga Roku oraz zasiąść w jury konkursu recytatorskiego. Nagrodzone wykonanie wiersza Wiesławy Szymborskiej „Terrorysta, on patrzy” wstrząsnęło mną swoją realnością. Recytująca go dziewczyna miała coś więcej, niż tylko talent…

Marzec był miesiącem mediów, jak to zwykle po premierze książki. Tym razem oprócz lokalnych mediów udało mi się odwiedzić stolicę. Skorzystałam z zaproszenia do programu „Mała czarna”, gdzie miałam możliwość porozmawiać o macierzyństwie m.in. z Kasią Montgomery i Piotrem Najsztubem.

W kwietniu w literackim gronie świętowałam Dzień Książki w Kamiennej Górze (organizowany przez najlepszą pod słońcem księgarnię z tradycjami – Księgarnię Atenę).

W maju nagrywaliśmy trailer „Gdzie jesteś, Leno?”

W czerwcu premierę miała moja kolejna książka. Właściwie powinnam była napisać – pierwsza. „Gdzie jesteś, Leno?” zapoczątkowała w moim życiu okres fascynacji tworzeniem brudnych klimatów, obserwacji świata kryminalnego i głębszej analizy otaczającego nas świata.

Druga połowa roku minęła jeszcze szybciej niż pierwsza. Akcja „Poznań w Matrasie. Lubię to!”, Targi książki, rozmowy z wydawcą na temat serii książek, plany na nowy rok, autorska korekta kolejnej książki…

W między czasie z Iwoną J.Walczak kontynuując nasze literackie podróże po Wielkopolsce odwiedzałyśmy kolejne biblioteki, m.in. Nowy Tomyśl, Wągrowiec, Kościan.

Podsumowując 2013 :

- literacko – wydałam dwie książki, napisałam kolejną, pojawiły się też trzy zajefajne pomysły na następne powieści sensacyjne,

- niespodzianie – otrzymałam dwie ciekawe propozycje, o których nie mogę mówić (jeszcze), ale mam nadzieję, że niebawem podzielę się z Wami szczegółami,

- ludzie – ten rok przyniósł wiele ciekawych znajomości, poznałam różnorodnych i inspirujących ludzi… :-*

- prywatnie – to był udany rok, zdrowie nie szwankowało częściej niż zwykle, nie przypałętały się do mnie nowe choroby (ufff), wakacje spędziłam w raju… i wyekspediowałam córkę do pierwszej klasy szkoły podstawowej (co było dla mnie dużym wyzwaniem, organizacyjnym oczywiście).

 

Cieszę się, że mijający rok przyniósł mi tak wiele ciekawych szans i znajomości… nie ukrywam, że w nowym roku liczę na więcej!

Oby po ROKU ORGANIZACJI pojawił się ROK WYKORZYSTANYCH SZANS!

Tego życzę Wam i sobie!

Poznań w Matrasie! Lubię to!

Pewnego sierpniowego dnia zadałam sobie pytanie „dlaczego w Poznaniu nie odbywają się żadne literackie imprezy?”. Warszawa i Kraków mają wielkie Targi Książki, Gdynia, Wrocław  i Siedlce swoje festiwale … a po Poznaniu nawet nie ma śladu na literackiej mapie Polski. Kojarzycie pisarzy z Poznania? Tak? A kogoś poza Małgorzatą Musierowicz?

No właśnie. Dlatego wymyśliłam akcję Poznań w Matrasie! Lubię to!

Szczegółowo dobrałam sobie partnerów. Cieszę się, że zarówno Matras, jak i patroni medialni – TVP Poznań, Radio Merkury i Stacja Poznań Główny przekonali się do mojej wizji i zaoferowali  wsparcie.

Cieszę się, że udało mi się zebrać wyborną drużynę pisarzy. Bez nich nie byłabym wstanie zapanować nas wszystkim.

Efekty naszej pracy będziecie mogli oglądać w każdą sobotę listopada o godzinie 16:00 w księgarniach Matras, znajdujących się w poznańskich centrach handlowych ( M1, Galeria Malta, Poznań City Center, King Cross). Równocześnie odbywać będą się cztery spotkania. Wybierzcie sami, dokąd chcecie dojechać, kogo poznać.

W księgarniach spotkać będziecie mogli Magdę Kawkę, Krystynę Januszewską, Ryszarda Ćwirleja, Roberta Ziółkowskiego, Iwonę J.Walczak, Małgorzatę Hayles, Annę Zgierun/Łacinę, Annę Rybkowską i mnie.

Spotkania prowadzić będą kreatywni m.in. ludzie ze Stacji Poznań Główny – Jędrzej Franek i Agata oraz dziennikarz Michał, Maciej Duda.

Formuła spotkania będzie raczej luźna i nowoczesna, w każdej chwili można przyłączyć się do rozmowy, w każdej chwili poprosić o autograf czy wyjść. Nie trzeba znać książek poszczególnych pisarzy. Można przyjść i poznać ludzi, a później wybrać odpowiedni tytuł. Chętnie pomożemy także w doborze książkowego prezentu na gwiazdkę.

Dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie dotrą na spotkania mamy dobrą wiadomość. Nasze starannie wyselekcjonowane blogerki książkowe Żaneta, Ania, Ania i Sylwia będą dyżurowały na wszystkich spotkaniach, by relacjonować Wam wydarzenia, niemalże na żywo ;)

Dzięki nim będziecie na bieżąco!

I co jeszcze?

Zapraszamy Was bardzo serdecznie, już dziś cieszymy się na spotkanie z Wami. Poniżej szczegółowy harmonogram spotkań!

Spotkania, rocznice, akcje i kontynuacje

Nie będę ukrywać swojej miłości do liczb :)

W piątek minęły dokładnie dwa lata od premiery mojej pierwszej książki. „Kto wyłączy mój mózg?” ukazał się w księgarniach, ja zaczęłam odwiedzać różnego rodzaju telewizje i stacje radiowe. Dzięki temu zgłosiło się do mnie dużo osób chorych na GBS. Grupa wzajemnego wsparcia wzbogaciła się o nowych członków. Dziś, 720 dni po tym wydarzeniu odrobinę łatwiej jest dotrzeć do informacji dotyczących choroby, łatwiej też uwierzyć w to, że paraliż mija…

Minęły dwa lata a ja mam na koncie cztery wydane książki. Moje myśli od dwóch miesięcy zaprzątają prace przygotowawcze do książki nr 6.  Buduję kolejny alternatywny świat, po którym panoszą się: podkomisarz Burzyński, jego partner „Młody” oraz pewna zabójczo lodowata kobieta. Przy każdej kolejnej książce mam wsparcie coraz większej liczby ekspertów/konsultantów. Jak wampir wysysam z nich wiedzę i czerpię energię… Zupełnie nieświadomie napędzają mnie. Motywuję się sama. Zazdroszczę im ogromnej wiedzy i sama staram się podciągnąć w dziedzinach do tej pory zupełnie mi nie znanych. Cudownie jest być autorem :)

Przygotowuję też ciekawą akcję. Już niebawem pojawią się szczegóły. Na razie cicho sza!

I co jeszcze? W piątek 18.10. w Bibliotece w Kościanie będzie można spotkać się ze mną i z Iwoną J. Walczak.

Aaa, i z okazji drugiej rocznicy życzę sobie kolejnych dwóch lat. Równie udanych. A nawet bardziej udanych, bo przecież trzeba iść do przodu, spełniać swoje marzenia i mierzyć wysoko, prawda?

Cieszę się, że polubiliście parę Burzyński – Młody. Z przyjemnością wróciłam do pracy nad nimi. Ja już wiem, co przydarzy im się w kolejnej części …

Ściskam Was mocno!

Targi Książki w Katowicach 21 września!

Uwaga mieszkańcy Katowic i okolic! Już niebawem – 20-22 września odbędą się Targi Książki w Katowicach.

W sobotę 21 września będzie można porozmawiać ze mną na stoisku Granice.pl. Dyżurować będę między 14.00 a 16.00 w doborowym towarzystwie Iwony J.Walczak i zbrodniczej siostrzyczki Agnieszki Krawczyk.

Chwilę przed nami, na tym samym stoisku pojawi się zabójcza Bonda, wnikająca Fryczkowska, smakowita Kalicka i pełna humoru Zaczyńska!

Zapraszam serdecznie!

Szaleć bezpiecznie? Czy tak można?

Joanna Opiat -Bojarska: Pewnego dnia Lena Pietrzak, dobrze usytuowana i pełna życiowego optymizmu studentka anglistyki, wybiera się z przyjaciółmi do popularnego poznańskiego klubu. Ciepła czerwcowa noc, gorąca muzyka, alkohol, spontaniczność… dziewczyna wychodzi z klubu i … znika bez śladu. Nie odbiera komórki, nie dociera do domu. To historia jedna z wielu. Czy często się tak dzieje?

Marta Jeziólkowska „Szukamy Was.pl”: Niestety tak, zwłaszcza wśród młodych osób. Najczęściej w okresie wakacyjnym. Zaginięciom sprzyja nadmiar wolnego czasu. Wydaje się Nam – obserwatorom, że osoba, która znika bez śladu musi być bezmyślna. Z łatwością ją osądzamy. Jak dziewczyna mogła iść sama do klubu? Prawda jest jednak taka, że często zaginieni – to osoby które idą do klubu grupą…

JOB: Dziewczyna nie wraca do domu, nie daje znaku życia a bliscy zaczynają się zastanawiać. Pojawia się złość, bo dziewczyna się nie odzywa. Wyobraźnia działa, a rozsądek uspokaja:

Co miało się stać? Pewnie zabalowała, spędziła noc u chłopaka, telefon się jej rozładował, albo wyłączyła go specjalnie, żeby nie zawracać jej głowy podczas miłosnych amorów. Jak ją dorwę, to jej giry z tyłka powyrywam*

Czy bliscy od razu orientują się, że mają do czynienia z zaginięciem? Czy próbują bagatelizować zdarzenie?

MJ: To zależy. Jeżeli w domu wcześniej miał miejsce już podobny incydent, bliscy często biorą na tzw. ,,wstrzymanie”.

Jeżeli jednak ich dziecko po raz pierwszy nie wróciło do domu natychmiast przystępują do działania. Chwytają za telefon i dzwonią do znajomych.

JOB: Gdy jednak telefony nie przynoszą odpowiedzi na pytanie „gdzie ona/on jest” bliskich dopadają dziwne przeczucia. Bo może jednak coś się stało?

Mam w sobie jakiś niepokój, ale nie wiem, czy to prawdziwe odczucie, czy wkręciłam się w nie sama. Może jednak pojadę na policję? Zgłoszę zaginięcie?*

Kiedy rodziny decydują się na zgłoszenie zaginięcia?

MJ: Policja to kolejny etap, następujący po obdzwonieniu znajomych, sprawdzeniu znanych miejsc, w których bliski lubił/często przebywał.

JOB: A czy pojawieniu się na komendzie policji nie towarzyszy wstyd? Czy rodziny nie mają obaw, że zostaną osądzone? Przecież każdy dobry rodzic powinien wiedzieć, gdzie znajduje się jego dziecko?

MJ: Rodzice nie wstydzą się. Są w szoku. Działają jak we mgle.

JOB: Dobrze, bliscy pojawiają się więc na posterunku policji i kilku policjantów z marszu rzuca im się na pomoc – przecież chodzi o życie człowieka?

MJ: Cóż mogę powiedzieć, oby zawsze tak było…

JO: No właśnie, nagle policjant – zupełnie obcy człowiek – przepytuje bliskich o relacje z osobą zaginioną, jej ubiór, choroby, przyjaźnie i antypatie. Zamiast organizować wielką akcję poszukiwawczą zadaje pytania, nie zawsze wygodne.

Proszę pana! U nas? Konflikty? Problemy? Co pan sugeruje? Mam dość tego, że chce mi pan wmówić, że zaginięcie córki jest moją winą!*

Jak najlepiej przygotować się do wizyty na policji, co zabrać ze sobą?

MJ: Dobrze przypomnieć sobie w co bliski był ubrany, jaki miał nastrój, czy powiedział coś istotnego…  Pomocne też będzie zdjęcie, namiary do znajomych, którzy bawili się z naszym bliskim.

JOB: Co można zrobić by zintensyfikować działania poszukiwawcze? Jak pomagać w poszukiwaniach nie przeszkadzając policji?

MJ: Można nagłośnić zaginięcie wśród znajomych, umieszczać informacje w sieci, rozwieszać plakaty, rozdawać ulotki, poprosić by informacje wyświetlały się w metrze, by znalazły się w autobusach czy taksówkach.

JOB: Dorota Pietrzak czuła ciężar mijającego czasu -kolejnych minut bezruchu i policyjnej bezczynności. Miotała się jak zranione zwierzę. Szczekała, łapała przechodniów za nogawki, gryzła, by po chwili żałośnie skamleć, merdać ogonem i błagać o pomoc.*

To działa? Ludzie nie przechodzą obojętnie koło kolejnego plakatu, zawieszonego gdzieś między innymi ogłoszeniami i reklamami? Udało się znaleźć kogoś przez taką akcję informacyjną?

MJ: Faktycznie, ludzie nie reagują już tak, jakiś kiedyś. Nie zatrzymują się przy plakacie by spekulować co zaginiony mógł przeskrobać. Jesteśmy bardziej oswojeni z tematem zaginięć i tylko rejestrujemy twarze z plakatów. Ale mimo wszystko plakaty działają. Przykładowo to właśnie plakaty pomogły odszukać nam pewną zaginioną gimnazjalistkę.

JO: Jak możemy wspierać rodziny zaginionych? Przyznam szczerze, że odebrałam kiedyś telefon od znajomej, która powiedziała mi, że zaginęła jej przyjaciółka. Zamurowało mnie. Przecież takie historie zdarzają się gdzieś daleko…

MJ: Na pewno przyda się pomoc organizacyjna – podanie namiarów na instytucje, które pomagają rodzinom zaginionych, drukowanie i rozwieszanie plakatów. Nie oceniona będzie też pomoc emocjonalna. Powinniśmy BYĆ przy takiej rodzinie, nie odsuwać się i nie bać tego tematu. To nie jest choroba zakaźna.

JO: Lato to piękna pora roku. Słońce, muzyka, urlop to wszystko sprzyja spontanicznym zachowaniom. Czy możemy zaszaleć wakacyjnie, jednocześnie zapewniając sobie bezpieczeństwo? Czy lepiej zrezygnować z wizyty w klubie?

MJ: Ważne jest, żeby zachować zdrowy rozsądek. Zacząć od błahych spraw. Idziemy do klubu? Świetnie. Ale pamiętajmy by uważać na drinki, wychodzić  do toalety dwójkami, zapewnić sobie bezpieczny powrót do domu (taksówką lub pieszo ale w większej grupie). Nie zapuszczajmy się też w miejsca, w których czujemy że może być niebezpieczne. I bardzo ważne – jeżeli już wychodzimy z nowo poznaną osobą to informujmy o tym fakcie znajomych.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

*- Fragmenty pochodzą z książki Joanny Opiat-Bojarskiej „Gdzie jesteś, Leno?”, Replika 2013

Co czują rodziny zaginionych?

Życie bez emocji nie miałoby większego sensu. To one nadają kolor szarej wypełnionej obowiązkami codzienności.

Tylko czasem zamiast ożywczego emocjonalnego strumienia zalewa nas wzburzona fala toksycznego emo-koktajlu.

 

Wkurzyłam się na Lenę. Umówiłyśmy się dzisiaj na dziesiątą. Miałyśmy razem jechać na zakupy do Galerii Malta. Pojechałam po nią, ale nie było jej na stancji. Komórka milczała. Wtedy wkurzyłam się okrutnie.*

 

To słowa Doroty Pietrzak – silnej bizneswoman po czterdziestce. Jej córka, dziewiętnastoletnia Lena, czerwcowej nocy wyszła sama z poznańskiego klubu muzycznego i ślad po niej zaginął. Lena Pietrzak nie jest wyjątkiem. Co roku ginie ponad 15 tysięcy ludzi. To tak jakby w ciągu ostatniego roku zaginęli wszyscy mieszkańcy Darłowa.

Tylko niektórymi zaginięciami interesują się media. Zaginieni trafiają do naszej świadomości. Dyskutujemy podczas spotkań towarzyskich o tym co mogło stać się, poszukujemy winnych i oceniamy.

Czy zastanawialiście się kiedyś co czuje osoba, której bliski wychodzi z domu i nie wraca? Znika bez wieści…

Przyjrzyjcie się ewoluującym emocjom Doroty Pietrzak – a to tylko namiastka.

 

ZŁOŚĆ

Teraz zaczynam się denerwować. Może jednak coś jej się stało?

Wiem, w sumie … co miałoby się jej stać? Pewnie zabalowała, przenocowała u chłopaka, telefon się rozładował, albo wyłączyła go specjalnie.

 

NIEPOKÓJ

Czuję jakiś dziwny niepokój, ale nie wiem, czy to prawdziwe uczucie, czy wkręciłam się w nie sama.

 

ZAPRZECZENIE

Przecież to nie może się dziać! To musi być jakieś koszmarne nieporozumienie! Może to sen? Może coś mi się pokręciło? Może Lenka mówiła o swoich planach, a ja zapomniałam? Może gdzieś wyjechała i zaraz wróci?

 

WSTYD

Może pojadę na policję? Zgłoszę zaginięcie? Pojechałabym już wcześniej, ale się boję. Boję się, że policjant pomyśli sobie, że jestem zła matką, że ludzie zaczną gadać, bo co to za rodzina, w której ginie dziecko. Boję się, że Lenka zadzwoni za trzy dni, jak gdyby nigdy nic, i wyjdę na idiotkę. Na pośmiewisko całego Poznania.

 

STRACH

Ale z drugiej strony boję się, że jeśli jej się coś stało i to musimy jej pomóc, teraz, zaraz. Teraz możemy jej pomóc. Za trzy dni będzie za późno.

 

BEZRADNOŚĆ

Gdyby tak wszyscy ludzie zaczęli szukać Leny, na pewno by się znalazła. Nie jest przecież igłą w stogu siana. Ktoś musiał ją widzieć. Nie mogła rozpłynąć się w powietrzu.

 

BEZSILNOŚĆ

Nie mogę ani na chwilę pozbyć się poczucia skrajnej bezsilności. Nie mogę zrobić nic, by odnaleźć córkę. Starałam się jak mogła. Prosiłam o pomoc policję, licząc na ogromną akcję poszukiwawczą. W końcu chodziło o życie człowieka. Niestety … przeliczyłam się. Zostałam sama.

 

ROZPACZ

Miotałam się niczym mucha, która wpadła w pajęcza sieć. Próbowałam się oswobodzić. Wmawiałam sobie, że to czy wyjdę z tej sytuacji obronną ręką, zależy jedynie ode mnie. Muszę działać. Tracę jednak siły. Paraliżuje mnie toksyczny jad pająka. Podejmowane próby zamiast chwilowej ulgi pogłębiają uczucie rozpaczy. Bezsensownej. Niezrozumiałej.

 

SZALEŃSTWO

Najgorsza jest niewiedza. Zabija mnie. Paraliżuje i doprowadza do szaleństwa. Jest gorsza od wiedzy na temat najgorszych spraw.

 

 

Mijają dni, tygodnie, miesiące, czasem lata. Przybywa pytań, brakuje odpowiedzi, słabnie nadzieja, rośnie bezsilność. Ale nie tylko ona. Rośnie poczucie osamotnienia. Znajomi oswajają się z sytuacją, wracają do swojego życia … a rodziny zaginionych cierpią.

Emocje nadają naszemu życiu sens. Możemy je kontrolować, lekceważyć albo przeżywać w pełni i czekać na to co przyniesie nowy dzień. Bo być może JUTRO przyniesie odpowiedź na ważne pytanie: Gdzie jest …. ?

 

___

* – cytaty wypowiedzi Doroty Pietrzak pochodzą z książki „Gdzie jesteś, Leno?” J.Opiat-Bojarskiej, Replika 2013

Znak zapytania zwiastuje dylematy

Chcąc uczciwie odpowiedzieć na pytania czytelników, „ile autorki jest w historii Leny”, muszę przyznać… Gdzie jesteś, Leno?  bezlitośnie mnie obnaża. Niebywałe, że w powieści kryminalno-obyczajowej zdradzam trzy najważniejsze dla siebie zasady.

Jakie? – szczegóły znajdziecie na stronie  Zbrodni w Bibliotece – http://zbrodniawbibliotece.pl/kronikakryminalna/3366,gdziejestesleno-pytajoannaopiat-bojarska/

Poznańskie pisarki – 1. sezon spotkań autorskich

Przyszedł czas by zamknąć cykl spotkań autorskich.

Jesienią, zimą i wiosną nasz „wesoły autobus” mknął wielkopolskimi drogami, by w najróżniejszych bibliotekach spotykać się z czytelnikami i zachęcać do czytania polskich książek. To był bardzo pracowity, ale sympatyczny czas.

Chwila.

Muszę zacząć od początku. Inicjatywa, by pobudzić poznańskie środowisko autorów zakiełkowała latem zeszłego roku. Spotkałyśmy się wtedy z Iwoną J.Walczak i zgodnie stwierdziłyśmy, że trzeba COŚ zrobić.
COŚ – ciekawego dla Czytelników, nowoczesnego w swojej formie, zachęcającego do poznawania polskich książek, a przede wszystkim pokazującego, że autor/pisarz to też człowiek…  COŚ – na co same chętnie przeszłybyśmy się jako publiczność.

Nasze analityczne umysły zadeklarowały jednocześnie, że trzeba skorzystać z efektu synergii … 1+1 = przynajmniej trzy, jak nie cztery ;)

I tak zaczęłyśmy trasę koncertową, podczas której można było posłuchać opowieści trzech poznańskich (tak, tak, trzech, ale o tym za chwilę) autorek zdradzających szczegóły swojego warsztatu. Bawiłam się świetnie, słuchając opowieści moich koleżanek po piórze. Niesamowite, że tak bardzo się różnimy mając jednocześnie tyle wspólnego.

Na każdym ze spotkań autorskich sadzałyśmy między Iwoną i mną trzecią wielkopolską autorkę i wspólnie prowadziłyśmy rozmowy na tematy ważne i ważniejsze. Towarzyszyły nam:

- Joanna Jodełka – posiadająca Wielki Kaliber … to znaczy zdobywczyni Nagrody Wielkiego Kalibru (za „Polichromię”),

- Magdalena Kawka – kobieta z Piórem tj. nagrodzona na zeszłorocznym Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlacach

- Krystyna Januszewska – sympatyczna i delikatna zdobywczyni pierwszej nagrody w konkursie Twoje Stylu w 1997 roku

- Anna Rybkowska – kobieta otwarta, humanistka pełną buzią ;)

- Agnieszka Lingas-Łoniewska – gościnnie spoza Wielkopolski autorka m.in. trylogii „Zakręty losu”

- Małgosia Hayles – cudownie pieszcząca słowa swoich poetyckiej prozy.

„Jesienne SPAcery po literaturze”, które szybko zmieniły się w „Książkoterapię na długie zimowe wieczory” a następnie (ku naszej uciesze) w „Wiosenny piknik z książką”.

Przez kilka miesięcy odwiedziłyśmy piętnaście bibliotek. Poznałyśmy cudownych i ciepłych ludzi. Odpowiadałyśmy na wiele (czasem dziwnych) pytań. Poznawałyśmy siebie nawzajem.

Ogromnie dziękujemy za zaproszenie, ciepłe przyjęcie, prezenty i miłe wspomnienia osobom, które współtworzą ciepły klimat bibliotek w:

Murowanej Goślinie, Buku, Pobiedziskach, Złotnikach, Tarnowie Podgórnym, Nowym Tomyślu, Opalenicy, Luboniu, Swarzędzu, Obornikach, Stęszewie, Środzie Wielkopolskiej, Wągrowcu oraz Poznańskiej Bibliotece Raczyńskich.

Dziękujemy również redaktorom Głosu Wielkopolskiego za wsparcie informacyjne.

Dziękujemy też za przesympatyczną rozmowę na antenie Radio Planeta



 

Serdecznie dziękuję naszym  koleżankom po piórze, które chciały nam towarzyszyć! Dziękuję Iwonie – za energię, pracę, motywację i uwielbiane przeze mnie poczucie humoru! Dziękuję mężowi i córce za to, że dzielnie nam towarzyszyli (i ani razu nie zasnęli podczas naszych rozmów).

Sezon pierwszy spotkań poznańskich pisarek uważam za udany. Czas na letni odpoczynek… a jesienią mam nadzieję, że rozpoczniemy sezon drugi – w nowej zliftingowanej i zbotoksowanej formie :)

 

P.S. Jeśli jest jeszcze jakaś biblioteka, w której nie byłyśmy … chętnie przyjmiemy zaproszenie. W końcu podróże, ploteczki i poznawanie ludzi to coś, co nas inspiruje ;)

Zaproszenia można kierować na opiatek@poczta.onet.pl

W takich chwilach się rozpływam …

Piątkowe popołudnie spędziłam w Nowej Soli. Znacie Nową Sól?

Zjadłam tam bardzo dobrą pizzę i z przyjemnością udałam się do Biblioteki na spotkanie autorskie organizowane przez Nowosolski Klub Mam.

Półtora roku wcześniej Biblioteka ta organizowała moje pierwsze w życiu spotkanie autorskie (związane z „Kto wyłączy mój mózg?”). Spotkanie, na którym otrzymałam mnóstwo ciepła od pełnej sali widzów. Spotkanie, które pozytywnie nastawiło mnie do tego typu kontaktów z Czytelnikami.

W piątek wróciłam do nich z książką „Klub Wrednych Matek”.

Lubię wracać w znane mi miejsca. Spojrzeć na nie po raz kolejny. Zobaczyć coś, czego nie zauważyłam przy pierwszej wizycie.

Cóż mogę powiedzieć? To był jeden z najmilszych (autorskich) dni tego roku. Dbałość o szczegóły ujęła mnie za serce. Na pierwszym planie plakatów informujących o spotkaniu widniał RÓŻOWY LAPTOP. Tak :) prawie taki sam, jak ten, którego używam do pisania.

Podobna grafika widniała na artystycznych wizytówkach stojących na stolikach w „Galerii Pod Tekstem” i zakładce do książki, którą dostałam. To mnie wzruszyło. Bardzo.

Jeśli dodać do tego Panią Dyrektor Elżbietę Gonet, która lubi moje poczucie humoru, energiczną Ilonę Wichman (szefową Klubu Mam), mamy na sali borykające się z takimi samymi problemami jak ja ( i bohaterki „Klubu Wrednych Matek”) i wierną czytelniczkę – Anię Krysiak (która jak wredna matka, wyszykowała się i uciekła z domu, zostawiając Kubusia pod opieką męża) – byłam w siódmym niebie. Nie mogę też nie wspomnieć o przesympatycznej Pani Marzenie, która była na moim spotkaniu i półtora roku temu, i w piątek.

Ogromnie dziękuję!

P.S. Drodzy uczestnicy spotkania, przyznam, że bardzo pobudziliście mnie do działania … i powoli zaczynam myśleć o następnej książce…. Może jakaś seria zabójstw w Nowej Soli? Pierwsza ofiara odnaleziona zostaje w parku, przy Bibliotece, przez matkę spacerującą z dzieckiem? ;)

Dziękuję za moc pozytywnej energii.

Co daje szczęście matce XXI wieku?

Tak mniej więcej brzmiało pytanie konkursowe towarzyszące premierze książki „Klub Wrednych Matek”.

Ilość przysłanych odpowiedzi zaskoczyła mnie. Ale nie tylko ilość. Niesamowite jest to, że setki kobiet (i kilkunastu mężczyzn) zechciało szczerze odpowiedzieć na pytanie, które pojawia się w najznakomitszych rozprawach filozoficznych.

Czym jest szczęście? Jak je zatrzymać? Jak je docenić? Jak nie przegapić?

Jury zastanawia się nad wyborem najlepszych odpowiedzi … a tymczasem na fejsbukowej stronie Klubu Wrednych Matek –
https://www.facebook.com/KlubWrednychMatek
trwa cykl ALFABET SZCZĘŚCIA współczesnej matki, podsumowujący konkurs.

Bo do szczęścia współczesnej matce potrzebne jest:

A- asertywność, aktywność, aprobata

B – bezpieczeństwo, bliskość, bezwarunkowość

Huczna premiera „Klubu Wrednych Matek”

Być wredną to nie grzech! – Taki tytuł pojawił się w relacji  Naszego Borówca (jednego z  lokalnych mediów goszczących na oficjalnej premierze książki „Klub Wrednych Matek”.)

Tak powinno właśnie robi spotkania autorskie – wydarzenie skomentował portal literackie -granice.pl

Niewątpliwie premiera książki była świętem kobiet!

„Rozmowy o książce, zabawne cytaty prezentowane przez samą autorkę i nie tylko, spowodowały wśród pań dyskusję, która rozluźniła atmosferę do tego stopnia, że w pewnym momencie zrobiło się jak w ulu. Czyli dokładnie tak, jak to bywa wśród koleżanek, które dawno się nie widziały. Tematyka książki jest bowiem bliska każdej kobiecie. Co znaczy być „wredną”? Nierzadko, to po prostu wygospodarowanie niewielkiej ilości czasu tylko dla siebie. Aby być dobrą matką, trzeba w pełni poczuć się kobietą. Radosna kobieta, to radosna matka. I nie ma tu miejsca na zbędne poczucie winy.” – cytat pochodzi z www.naszborowiec.pl

Więcej zdjęć i relację ze spotkania oraz towarzyszącemu mu pokazu mody znaleźć można na
http://klubwrednychmatek.blog.pl/premiera-ksiazki/

KSIĄŻKOterapia na długie zimowe wieczory

„KSIĄŻKOTERAPIA na zimowe wieczory” to zimowy cykl spotkań autorskich.

Pierwsze spotkanie zimowego cyklu już we wtorek 4 grudnia. Biblioteka Tarnowo Podgórne (ul. Ogrodowa 2a) o godzinie 17:00.

Zapraszają Joanna Opiat-Bojarska, Iwona J. Walczak i Joanna Jodełka. Będziemy odpowiadać na pytania (może zdradzimy jakieś sekrety? ;))

Czy oceniać książkę po okładce?

Dlaczego bohater umyka czasem własną drogą?

Czy literackie „czarne charaktery” istnieją naprawdę?

Co było pierwsze – początek czy zakończenie?

Co autor ma wspólnego z postaciami, które tworzy?

Rano czy wieczorem? Długopisem czy na komputerze?

Dlaczego warto czytać książki polskich autorów?

Jesienne SPAcery po literaturze

 

Jesienne SPAcery po literaturze to nowy cykl spotkań literackich.

Cykl dostosowany do pory roku.
Za oknem jest tak pięknie. Czerwono, żółto, brązowo.
Chciałoby się pospacerować… ale temperatura powietrza spada. Wiatr wieje, liście spadają na głowę.

Dlatego proponujemy bezpieczne SPAcery.
W ciepłych pomieszczeniach i miłym towarzystwie poszukamy odpowiedzi na pytania:
- czy kobieca solidarność to mit?
- jak odnaleźć siebie w toksycznym związku?
- co zrobić w sytuacji bez wyjścia ?
- gdzie szukać szczęścia (może romans)?
- cyberkobieta–czy nie wymagamy od siebie zbyt wiele?
- jak zaprzyjaźnić się z samą sobą?

Poszukamy – MY – trzy autorki – Iwona J.Walczak, Małgorzata Hayles i ja :)

Skąd wzięła się idea literackiego SPA – przyjemności dla zmysłów i zabawy słowem?
W pewnej poznańskiej kawiarni spotkały się trzy kobiety (zupełnie różne a jednak niebywale podobne).
- Wspólne spotkania autorskie, to jest myśl! – podchwyciła pierwsza.
- Tylko tradycyjna forma spotkań autorskich, gdzie na krześle siedzi oczekujący na pytania naburmuszony autor… – słusznie zauważyła druga.
- Wcale się nie dziwię! Na spotkaniu musi być ciekawie!
- I zabawnie! – krzyknęła trzecia.
- Energicznie!
- I muszą być momenty!

Co było dalej?

Przekonaj się sama/sam.
Zapraszamy serdecznie na jesienne SPAcery po literaturze, do Murowanej Gośliny, Poznania, Pobiedzisk i Buku.

Jesteś Bogiem…?

Na początku zaznaczyć muszę, że moja opinia dotyczy tylko i wyłącznie filmu. Nie jestem (nie byłam) fanką Paktofoniki. Nie wiem nic na temat prawdziwego życia członków zespołu, ich problemów itp.

Jestem zwyczajnym kinomaniakiem, którego zwabił polski film producentów „Sali Samobójców” oraz rola Schucharda, który zauroczył mnie wcześniej swoją rolą w filmie pt „Chrzest”.

Tym razem po wyjściu z kina, po raz pierwszy w życiu, poczułam rozdwojenie jaźni. Bardzo, bardzo podobał mi się klimat filmu. Stare wersalki, szczegóły scenografii, stylowe bluzy dresowe, rozklekotany polonez i blokowisko … Wrażenie potęgowała muzyka.

Lubię, gdy twórcy chcą wciągnąć widza w swój projekt. Lubię, gdy bawią się formą. Początkowa scena, w której Fokus słucha muzyki zakładając na uszy słuchawki, zdejmując je i znów zakładając – zauroczyła mnie. Głośność muzyki zmienia się, tak jakby te słuchawki trafiały na nasze uszy …

Wróćmy jednak do rozdwojenia jaźni. O ile film (muzyka, obrazy, klimat, przesłanie)  podobał mi się bardzo, to jego tytuł oraz historia, którą opowiadał już mniej. Dużo, dużo mniej.

To kolejna historia, w stylu „Skazanego na bluesa”, gdzie ktoś, kto mógłby mieć wszystko, kto spełnia marzenia, kto osiąga sukces … gubi się w zwyczajnym życiu … szuka ukojenia w używkach … ucieka, sam nie wiedząc przed czym… rani najbliższych … i nie robi NIC, by pomóc samemu sobie.

„Pamiętajcie, że spełnianie marzeń i szczęście nie zawsze oznaczają to samo” – mówi jedna z postaci „Jesteś Bogiem”.

Potwierdzam.

I jako stara, upierdliwa i być może zbyt doświadczona osoba – takim historiom mówię  głośne NIE!!!

Wybaczcie, ale taka osoba (postać filmowa, bo po raz kolejny powtarzam, że oceniam tylko to, co pokazano w filmie) w moich oczach nie może uchodzić za KOGOŚ wielkiego.

Rozumiem, że artyści są wrażliwi, że mogą mieć problemy z psychiką …

Ale świat pełen jest prawdziwych twardzieli, którzy walczą z szarością dnia codziennego. Walczą każdego dnia. I nawet jeśli nie spełniają swoich marzeń… i nawet jeśli nie są szczęśliwi… walczą! I mają odwagę żyć. Nie wybierają drogi na skróty, nie skaczą z okien, po to, by pozbyć się problemów.

Główny bohater filmu miał kochającą żonę, zdrowe dziecko, pracę (nudną, bo nudną, ale miał), kumpli z zespołu, trzymał w ręku świeżo wydaną płytę  i … nie miał odwagi, by żyć.

„Jesteś Bogiem” to film o wielkiej porażce, braku umiejętności radzenia sobie ze zwyczajnym życiem i niewykorzystanych szansach.

Dobry, polski film.

Hasło z plakatu „Nawet jeśli już wszyscy w ciebie zwątpili, pokaż, że się mylili” powinno brzmieć:

„Nie ma znaczenia, ile osób w Ciebie wierzy … jeśli sam w siebie zwątpiłeś”.

Nagie myśli

Jak pachnie BYLEJAKOŚĆ?

Beznadziejnością, niespełnionymi marzeniami, tabletkami na uspokojenie  i psim moczem.

Flakon z takimi perfumami , jeśli je posiadamy, chowamy najgłębiej jak się da. W piwnicy za regałem wypchanym kompotami z truskawek.

Nagość proponowana przez Iwonę J.Walczak w powieści „Nagie myśli” daleka jest od Playboy-owych kuszących krągłości, nawilżonych oliwką, dobrze oświetlonych i  wymodelowanych przez Photoshopa.

Nagość w jej wydaniu jest obwisłą skórą, z celulitem, owłosieniem i barchanowymi majtkami.

Bardzo staramy się jej nie zauważać.

W królestwie BYLEJAKOŚCI na zaszczytnym miejscu stoją ramki z fotografiami dzieci i perfumy Coco Mademoiselle.

Skończyłam wczoraj czytać „Nagie myśli” i nie mogę oprzeć się pewnemu wrażeniu… dla mnie „Nagie myśli” są traktatem o BYLEJAKOŚCI. Beznadziejnej BYLEJAKOŚCI, byle jakiej BEZNADZIEJNOŚCI. Obecnej w naszym życiu. BYLEJAKOŚĆ może przecież dopaść  każdego.  I mnie… i Ciebie …

 

Nagie myśli są kwintesencją BYLEJAKOŚĆI, jej definicją, wszystkimi emocjami, które mogą się pojawić w kraju BYLEJAKOŚCI, przekazaną w literacki sposób, trzymając przy sobie czytelnika przez ponad 340 stron. Nawet tak wymagającego czytelnika, jak ja.

Główna bohaterka książki , Becia (to imię powstało po zetknięciu się Elżbiety z BYLEJAKOŚCIĄ) jest matką dwóch synów i żoną.

Tak. Boguś… Przecież to jest nadal mój mąż, z którym spędziłam wiele wieczorów. Większość w milczeniu. Jednak mimo wszystko mąż. W zasadzie nieważne jaki. Nie mnie oceniać. Jeśli na takiego tylko kiedyś było mnie stać, to i ta ocena mogłaby być nic nie warta.

Wypadałoby też potwierdzić, że Becia  jest też czyjąś córką. Jest.

Tak jak w przypadku zupełnie  innej,  bardzo znanej historii wszystko zaczęło się od Chrystusa, tak w „Nagich myślach”, początek BYLEJAKOŚCI dała Krysta. Od Antychrysta. Logiczne.

Krysta – matka, przy której posiadanie wrednej teściowej, nawet okrutnie wrednej, jest przyjemnością. Bo czy urocza mama może tak zwracać się do opiekującej się nią córki?

Też ciebie utrzymywałam, gdy byłaś dzieckiem. Odsikane pieluchy prałam, zaharowywałam się, dupę obsmarowaną gównem wycierałam. Masz wobec mnie dług do spłacenia, a długi trzeba regulować, nie myśl, że ujdą ci na sucho.

Pewnego dnia Becia postanawia wrócić do domu rodzinnego, by zaopiekować się matką, bo przecież:

Nie mogłam Jej tak zostawić. Nieporadna była, nie potrafiła się na niczym skupić. (…) Krzywdę sobie robiła, bo nie można cierpieć tak długo. Ocknąć się należy.

I bardzo szybko okazuje się, że jest to bardzo skuteczne posunięcie.

Krysta przytomnieje błyskawicznie i przystępuje  do ataku. Jak dobrze przeszkolony agent. Podkopy, psychiczna przemoc, upokorzenia i strategia na zmęczenie przeciwnika. W końcu kogoś trzeba obarczyć za wszystkie swoje niepowodzenia. Czemu nie miała to by być córka?

Krysta od Antychrysta urzęduje w swoim pokoju zwanym przez Becię centrum zarządzania parobkami (lub gamoniami). Albo centrum pomiatania rodziną. Albo centrum straszenia rodziny własną śmiercią.

I tak płynie ten traktat o BYLEJAKOŚCI. Napisany językiem dalekim od byle jakiego. Autorka wprowadza nas w świat Beci z lekkością, powoli pogłębiając BYLEJAKOŚĆ jej życia. Widzimy coraz więcej i coraz głębiej. Bo BYLEJAKOŚĆ jest jak wirus. Rozprzestrzenia się i osłabia wszystkich. Emocje ewoluują.

W pewnym momencie pojawia się też wątek romansu, który jak dla mnie jest tylko pretekstem do skontrastowania BYLEJAKOŚCI z luksusem, światowością, miłością i możliwością rozmowy. O wszystkim.

Książka „Nagie myśli” zupełnie mnie nie denerwowała (na okładce czytamy: Czy opowieść może jednocześnie bawić, intrygować i denerwować?) . Owszem śledząc pierwsze sceny miałam ochotę zamienić się z Becią miejscami, walnąć drzwiami i zostawić tą BYLEJAKOŚĆ za sobą.

Jednak potrafię zaakceptować to, że ludzie świadomie dokonują wyborów. I mimo, że nie cierpię Bogusia, zgadzam się z nim w jednej kwestii:

Ludzie powinni mówić, co czują, a nie międlić i rozpamiętywać. Jest ci u nich źle, mów. (…) A nawet krzycz.

Na koniec muszę napisać, co w Nagich myślach podobało mi się najbardziej.

Poczucie humoru. Nie nachalne. Chwilami przerażająco tragiczne.

I ciekawie zbudowana postać antybohaterki – Krysty. Prawie polubiłam jej wredność. Uśmiechałam  się  zawsze, gdy otwierała usta.  Czasem był to nawet głośny śmiech… tak jak wtedy, gdy Becia przyniosła jej prezent – obraz namalowany ze zdjęcia, na zlecenie, przedstawiający młodą Krystę i jej męża. I co otrzymała w zamian? Podziękowania? Buziaki?

Nie! Konkretny opieprz!

Nie wyrażałam na to zgody! Tak trwonić pieniądze umieją, zamiast dom ogarnąć. (…) Moje zdjęcie mi brać i jakiejś hołocie dawać, żeby z nich bazgroły zrobiła!

Nagie myśli – są naprawdę nagie. Polecam.

 

Koncert Madonny

 

Czas spojrzeć prawdzie w oczy. Było – minęło. Długo oczekiwany koncert Madonny stał się tylko wspomnieniem.

Pozwolicie, że je uwiecznię?

 

Warszawa. Pierwszego sierpnia. Stadion Narodowy. Godzina dwudziesta trzydzieści. Gromadzący się tłum rozgrzewa Paul Oakenfold – światowej sławy DJ. Przy takim natężeniu dźwięku i rytmicznych bitach, trudno nie podrygiwać. Oszczędzam jednak siły na Madonnę – kobietę, którą pokochałam w podstawówce, śledziłam jej karierę w liceum, a na studiach dźwięki ponadczasowych przebojów błyskawicznie przywoływały dobre wspomnienia.

 

Postanowiłam więc, że niewybaczalne byłoby życie w czasach Madonny i nie obejrzenie jej na żywo. Kupiłam więc bilety i pierwszego sierpnia o 21.30 siedziałam jak na szpilkach. O tej godzinie na scenie miała pojawić się królowa.

Tik, tak, tik, tak.

21.40, 21.50, 22.00.

 

Cisza. O przepraszam. Słychać gwizdy publiczności. Przecież Gwiazda umówiła się z nami na 21.30! Nie wypada spóźniać się więcej niż kwadrans, prawda?

 

Kiedy zniecierpliwiona planowałam opuścić stadion dopadła mnie myśl. Madonna też człowiek. Może zestresowała się przed wyjściem na scenę, może niezręcznie poczuła się z powodu godziny W i Powstania Warszawskiego?

 

W końcu (z pięćdziesięciominutowym spóźnieniem) na scenie pojawili się tancerze, a za nimi Ona.

Ja pierdzielę! Ona żyje. Powiem więcej. Ma się dobrze. Biega po scenie jak nastolatka! I to w wysokich obcasach! Tańczy! Wygina się!

 

Wybaczcie, ale nie mogę wyjść z podziwu. Ja, mimo że na liczniku mam mniej, dużo mniej ;)  lat (ale też mniej godzin spędzonych na siłowni L) wymiękam po dwugodzinnym siedzeniu na stadionie. Bolą mnie plecy, barki, nogi. A ona śmiga. Wstyd mi ;)

 

Zazdrośnie śmiem podejrzewać, że sekretem jej dobrej formy, są nagie, umięśnione i bardzo młode męskie torsy (naliczyłam aż sześciu tancerzy). Gdyby przy mnie wyginały się takie smakowite ciasteczka, może też zapomniałabym o bólu?

 

Koncert Madonny budził we mnie, zwłaszcza na początku, sprzeczne uczucia. Było to doznanie… średnio mistyczne… raczej muzycznie teatralne.  Zmiany scenografii, strojów i opowiadanie historii nie tylko głosem, muzyką  ale obrazem.

 

Nie był to ognisty Rammstein, który chce zapewnić publiczności moc wrażeń za pomocą efektów specjalnych, ale nie był to też David Gahan, który wszedł na scenę (sama widziałam) i śpiewał. O, przepraszam, ruszał też biodrami i w pewnym momencie zdjął kamizelkę (czy można to uznać za zmianę stroju?)

 

Madonna w sumie też mogłaby wyjść na środek, usiąść na krzesełku i śpiewać, przez dwie godziny. Wydaje mi się, że sama możliwość zobaczenia jej na żywo byłaby ogromnym przeżyciem dla fanów.

Uznała jednak, że musi (lub chce) pokazać coś więcej niż siebie. I za to ogromny plus.

 

Mały minus za wokal. Muszę przyznać, że dwa pierwsze utwory wywołały we mnie przerażenie. Pierwotną myśl -  „Ooo, śpiewa na żywo (czytaj: słyszę małe nieczystości, choć nie jestem Zapendowską” szybko wyparła „ja pierdzielę, w każdym talent show dostała by trzy razy NIE.”

 

Nie, nie, ja nie krytykuję! Sama nie zaśpiewałabym lepiej. Wróć. W ogóle bym nie zaśpiewała. Ale ona robi to zawodowo, więc… mogłoby być lepiej.

 

Dopiero gdy na scenie zabrzmiały ponadczasowe hity Express Yourself i Vogue (o rany, poziom emocji w tym utworze sięgnął zenitu- myślałam, że eksploduję z ekscytacji) uśmiech wrócił na moją twarz.

Niestety, jak dla mnie, utwory z najnowszej płyty MDNA śpiewane przez nią na żywo wypadły najgorzej. Najwidoczniej, przy ich nagrywaniu zostało użytych parę trików, które dobre są w studiu, a na koncercie … ech.

 

Dość krytyki. Czy wspominałam już, że podziwiam Madonnę? Tak? To nic. Powtórzę się.

 

Uwielbiam ją. Nie tylko jako wokalistkę, ale też tak zwyczajnie – jak człowieka. Na koncercie pokazała, że ma poczucie humoru i duży dystans. To w ludziach cenię najbardziej.

Przykład? W pewnym momencie koncertu powiedziała, że królowa jest tylko jedna. Po czym po chwili, uśmiechnięta od ucha do ucha dodała – ale nie jest nią Doda.

A później jeszcze odniosła się do Lady Gagi i jej hitu „Born this way”, o którym swojego czasu było głośno. Pamiętacie tą dyskusję? Plagiat, nie plagiat, brzmi jak Express Yourself czy nie?

 

W trakcie wykonywania Express Yourself Madonna, chyba dwukrotnie, wtrąciła do piosenki, słowa Born this way, nie zmieniając oczywiście podkładu muzycznego. I co? I hit Lady Gagi zabrzmiał dokładnie tak, jakby śpiewała go Gaga. A na koniec dodała jeszcze – Ona nie jest mną :)

 

Moje wszelkie wątpliwości co do jakości występu rozwiała ostatnia część, kiedy to Madonna wysokie szpilki zmieniła na tenisówki i zwichrzyła wyczesaną fryzurkę. Wtedy zobaczyłam starą (oj, nie łapcie mnie za słówka), dobrą Madonnę. Z odrostami i  uśmiechem na twarzy… bez nadęcia… w tenisówkach. I to jakich? Takich samych jak moje :)

 

I jak jej nie uwielbiać?

Życie przed oczami

„Życie może się czasem zmienić w jednej krótkiej chwili.Ta chwila może potem trwać całe życie.”

To hasło promujące film „Życie przed oczami”. Jest cholernie trafione. Nie przypominam sobie innego, które tak dobrze odzwierciedliłoby akcję filmu, klimat oraz to co nieuchwytne.

Sama wiele razy mijałam ten film. Obejrzałam go i teraz wiem, że nigdy go nie zapomnę. Seans się skończył, a ja nadal się kołyszę, a moje myśli odpływają …

To nie jest film wywołujący łzy. Nie jest nawet smutny. Jest okrutnie prawdziwy…  i w tym tkwi jego tajemnica.

Wyobraź sobie, że musisz podjąć decyzję. Brzemienną w skutki. Nie ważne, jak bardzo jesteś sparaliżowana lękiem – musisz. Musisz wziąć na siebie odpowiedzialność. Musisz wybrać, czyje życie jest ważniejsze. Twoje czy Twojej przyjaciółki?

- Mamo, co to jest sumienie? – pyta Emma, córeczka głównej bohaterki.

Sumienie. Drogowskaz czy przekleństwo? Słowo pojawiające się w filmie wielokrotnie. Niby mimochodem, ale jednak w określonym celu.

Lubię takie filmy. To jest sztuka. Przemawiają do nas nie tylko postacie. Wizje, jakie stawia przed nami Paweł Edelman (znany m.in. z Pianisty, Katynia czy Rzezi) zadziwiają przepięknym obrazem i mistycznością.  W magiczny sposób łączona jest teraźniejszość z ??? (nie powiem z czym, żeby nie psuć Wam zabawy). Widz gubi się na kilka sekund.

A koniec filmu przynosi ogromne zaskoczenie i (znowu) poczucie zagubienia.

„Życie przed oczami” to film, który po wyjściu z kina wyłączeniu tv) jeszcze długo błąka się po naszych szarych komórkach.

Jestem zadziwiona, zamyślona i zadowolona.

Polecam!

Lubimy czytać

„I nagle mnie olśniło. Może to celowy zabieg Autorki? Może chciała pokazać czytelnikowi to, o czym pisze później – że w internetowych pamiętnikach ludzie szukają nieszczęść lub innych sensacji? A zwykłe życie nie cieszy się poczytnością?” – w swojej recenzji pisze Monika Orłowska – całość recenzji przeczytasz tu!

Na lubimy czytać znajdziesz też inne recenzje „Blogostanu” – kliknij tu

lub recenzje „Kto wyłączy mój mózg?” – kliknij tu!

Oświadczenie!

Pragnę złożyć oświadczenie.

Tak na przyszłość, może mi się przyda.

Gdybym kiedykolwiek… no dobra, korekta, kiedykolwiek to zbyt dalekie określenie.

Gdybym w najbliższym czasie trafiła do więzienia, została oskarżona o członkostwo w mafii, wzięcie udziału w kursie zabójców, handel narkotykami, ściąganie okupów, wymuszenia i takie inne rzeczy…

Oświadczam, że to nieporozumienie!

To nie tak. Nie jest tak jak się wydaje!

Że co? Że niby policja zabezpieczyła mój komputer? Że mają dowody?

No, sorry. Chciałam tylko wytłumaczyć. Jestem taką sobie  autoreczką książek i właśnie zaczęłam pisać kryminał. Lub coś na jego kształt ;)

Nie mogę korzystać z własnych doświadczeń w tym temacie … dlatego też googluję i poznaję wszystkie zakazane tematy ;)

Gdybym została przypadkiem przymknięta, bardzo proszę ludzi dobrej woli, dużego serca i karty zbliżeniowej, koniecznie dedykowanej Poznaniowi o wpłacenie kaucji…

… albo przynajmniej o przesyłanie do pudła  paczek … z dobrymi książkami …

Lubimy czytać.pl

” … relacje ze szpitala i ośrodka rehabilitacyjnego wręcz połykałam! Wspaniały zapis przeżyć osoby, która z dnia na dzień stała się więźniem własnego ciała. Do tego rewelacyjny portret kochanej polskiej służby zdrowia. Naga prawda, cuchnąca lateksowymi rękawiczkami… ” – fragment jednej z recenzji

Link do recenzji

Ona ona ona.com

 

„Chyba jesteście do siebie podobne. Jak ona, codziennie rano budzisz się i rzucasz w wir obowiązków. Szybko, szybko, przecież dzieci muszą zdążyć do szkoły, a w firmie czeka mnóstwo zadań. Po pracy, w pośpiechu, robisz małe zakupy. Obiad. Rodzina. Kolacja. Wieczorem padasz zmęczona na fotel. Nie masz czasu pomyśleć o sobie” – cytat z „Joanna i mężczyzna marzeń” Onaonaona.com

 

Link do artykułu

„Kto wyłączy mój mózg?”

Świat pędzi do przodu, a w księgarniach dostępny jest „Kto wyłączy mój mózg?” – antydepresant najnowszej generacji. Rekomendujemy zapoznanie się z treścią niniejszej ulotki przed użyciem.
1. Co to jest „Kto wyłączy mój mózg?” i w jakim celu się go stosuje?
To idealny środek na długie jesienno-zimowe wieczory. Gdy za oknem jest ponuro, a nas dopada jesienna chandra, warto odnaleźć dystans, przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest dla nas ważne, o co warto walczyć, uśmiechnąć się do siebie, naładować akumulatory, zarazić się optymizmem oraz pozytywnie spojrzeć na siebie i świat. „Kto wyłączy mój mózg?” daje także coś więcej. Poczucie, że szczęście jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko chcieć je zauważyć.

2. Skład „ Kto wyłączy mój mózg?”
- 384 strony emocjonującej powieści obyczajowej ,
- miłość – 45%, przyjaźń – 25 %, wyzwania – 10 % , choroba – 10 %, optymizm – 9 %, inne – 1%

3. Informacje ważne przed zastosowaniem „Kto wyłączy mój mózg?”
Kiedy nie należy stosować „Kto wyłączy mój mózg?”
- przy uczuleniu na papier lub farbę drukarską,
- przy braku poczucia humoru.

Kiedy zachować szczególną ostrożność stosując „Kto wyłączy mój mózg?”
- przy przedawkowaniu, pochłonięcie całego opakowania jednego wieczoru. Może prowadzić do bólu karku i pieczenia oczu.

4. Stosowanie „Kto wyłączy mój mózg?”
- przy lekkich stanach jesiennej chandry zaleca się dawkowanie od 20 do 50 stron dziennie,
- przy ciężkich stanach zwiększyć dawkę dwukrotnie,
- w przypadku zażycia większej dawki niż zalecana nie powinny wystąpić żadne objawy niepożądane.

5. Prowadzenie pojazdów i obsługa maszyn.
- „Kto wyłączy mój mózg?” nie wyłącza mózgu, nie wpływa więc na zdolność prowadzenia pojazdów mechanicznych.

6. Przerwanie stosowania „Kto wyłączy mój mózg?”
- nie stwierdzono chęci przerwania stosowania przed końcem opakowania.

7. Możliwe działania niepożądane:
- Jak każda książka, „kto wyłączy mój mózg?” może powodować działania niepożądane takie jak wypieki na twarzy, zapomnienie o całym świecie, chęć do działania.

8. Jak przechowywać „Kto wyłączy mój mózg?”
- najwygodniej w torebce lub w zasięgu ręki, by w każdej chwili móc z niego skorzystać.

9. Interakcje – „Kto wyłączy mój mózg?” można stosować z:
- filiżanką dobrej kawy,
- kubkiem gorącego kakao,
- lampką słodkiego wina.

10. Wyprodukowano przez: Wydawnictwo Zysk i S-ka

11. Podmiot odpowiedzialny: Joanna Opiat-Bojarska

W razie potrzeby kurację można ponowić bez ryzyka

Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj sie z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu.


„Kto wyłaczy mój mózg?”  to książka lepsza niż specyfiki farmaceutyczne czy sesja z psychologiem. Daje ogrom emocji, zmusza do przemyśleń, ładuje akumulatory, zaraża optymizmem i niesie przesłanie.

Joanna i Nieznany Sprawca

Joanna – bohaterka książki Joanny Opiat-Bojarskiej „Kto wyłączy mój mózg?” – znalazła Mężczyznę Swoich Marzeń, urodziła dziecko i wpadła w wir codziennego życia. Praca, dom, dziecko, mąż. Pewnego dnia zupełnie niespodziewanie z bezgranicznej ciemności przybył Nieznany Sprawca i zaatakował ją bez uprzedzenia. Jej Nieznanym Sprawcą była choroba, a kto jest Twoim? Kochanka męża, wredna koleżanka z pracy?

Co zrobił z jej życiem? Przeczytaj sama.

Książka „Kto wyłączy mój mózg?” jest już dostępna w księgarniach!

Podróże kształcą … i dają do myślenia.

Barcelona, Berlin, Amsterdam, Rzym … uwielbiam wielkie miasta. Nowoczesne budynki i ludzie, goniący za swoim codziennymi sprawami. Ktoś się kłóci, ktoś biegnie, ktoś płacze. Lubię siedzieć na ławce i obserwować innych, chłonąć klimat, wtapiać się w otoczenie. Żyć, przez chwilę, życiem innych.

Ostatnio trafiłam na Central Park West, najbardziej prestiżową ulicę Nowego Jorku. Chciałam Wam o tym dziś opowiedzieć. Moją uwagę przykuły dwie pary małżeńskie (skąd znam te twarze? skąd znam te problemy? ;))

Phyllis – interesująca dystyngowana kobieta po pięćdziesiątce, zajmująca się rozkładaniem wszystkiego na czynniki pierwsze, analizą związków, motywacji i stawianiem diagnoz, (także nie proszona).

Sam – jej budzący powszechne zainteresowanie płci przeciwnej, mąż – prawnik zawodowo dbający o interes prawny gwiazd (obserwowałam go bacznie, gdyż mój mąż też jest prawnikiem ;))

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Carol - atrakcyjna, rozchwiana emocjonalnie, seksualnie i osobowościowo blondynka, która mogłaby zarabiać fortunę będąc producentem problemów wszelakiej maści.

Howard – mąż tej kreatywnej inaczej czterdziestolatki, odrobinę zagubiony twórca powieści, których nikt nie czyta.

 

Nie mogłam od nich oderwać oczu. Czworo przyjaciół, uśmiechy, uprzejmości, frustracja, przerażenie, miłość, zauroczenie, łzy, wściekłość, zdrada … tylko czy można mówić o zdradzie, gdy brak miłości?

Fruwające kartki, pistolet wymierzony w skroń i przewrotna psychoanaliza. Do tego rewelacyjne dialogi z uwielbianym przeze mnie poczuciem humoru – niby od niechcenia, trochę neurotycznie ale ostro i trafnie.

Foremniak zabijająca wzrokiem. Cięte wypowiedzi Żółkowskiej. Wysocki i Gąsowski oraz Pietrucha … ach.

Musicie zobaczyć/usłyszeć/poczuć to sami.

Central Park West ma ogromną zaletę – neurotyzm autora, mistrza gatunku, Woody Allena. To ona powoduje, że sztuka prowokuje do myślenia – nie nudząc i bawi -nie błaznując a zakończenie historii … zaskakuje nawet tak domyślnego widza, jak ja.

To bardzo prawdziwy obraz współczesnych związków małżeńskich. Bolesny? Po prostu prawdziwy. Dlatego warto go zobaczyć!

Aaaa, zapomniałabym o erotyce. Wisi w powietrzu. Kobiety, mężczyzni. To chyba oczywiste,  że iskrzy … między kobietą a mężczyzną (nie mylić z mężem ;))

Jeszcze słówko o szczegółach. Gra kolorów, słoneczna żółć, zieleń, blady róż, muzyka, oświetlenie i meble!!! Ach te meble. Fotel, szezlong, kanapa, stolik. Chętnie sama rozłożyłabym swoje ciało na TYM szezlongu .

Pamiętajcie, wpadnijcie koniecznie na Central Park West. Ta podróż daje do myślenia.

 

Później wdrapcie się na:

Rozsiądźcie się wygodnie i dajcie się wciągnąć.

 

Teatr 6.piętro, Central Park West – Woody Allena w tłumaczeniu i inscenizacji Eugeniusza Korina.

 

P.S. To nie jest film. Nie ma dubli. Historia płynie. Znani z telewizji aktorzy na kilkadziesiąt minut stają się kimś innym. Grają dla nas. Patrzą na nas. 6.piętro to nowoczesny teatr, dający to, co najważniejsze – EMOCJE.

(zdjęcia z przedstawienia pochodzą ze strony www.teatr6pietro.pl)

Wszystkiemu winien Żulczyk…

Wszystkiemu winien jest Żulczyk. Jakub Żulczyk, uściślając.
Cholera jasna.
Obejrzałam kiedyś trailer jego książki pt „Instytut” o kilku osobach zamkniętych w mieszkaniu, w pewnej krakowskiej kamienicy.
- Przeczytam – pomyślałam – przynajmniej spróbuję.
Trailer thillera wyglądał zachęcająco strasznie. Znaczy się krzyczał: zobacz i bój się.
Zachciałam więc przeczytać i zobaczyć, czy mój ulubiony gatunek telewizyjny może zostać zachęcająco przedstawiony także w książce, czy słowa wystarczająco pobudzą moją wyobraźnię. Odwiedziłam kilka księgarni sieciowych, książki nie znalazłam, zniechęciłam się. Później przeczytałam jakąś recenzję, że zakończenie „Instytutu” jest beznadziejne.
Uznałam więc, że szkoda mojego czasu na lekturę. Aż do wczoraj. Droga Poznań – Warszawa dłużyła się niesamowicie. Znudzona przeglądałam kolorową babską gazetę. No nie wiem. Może za mało we mnie pierwiastków damskich, może czepliwa jestem, a może oczekuję od życia zbyt dużo, może wybrałam złą gazetę. Nie mogłam się skupić.
W drogę powrotną postanowiłam zabrać ze sobą jakąś książkę. Zajrzałam do księgarni.

- Jest Instytut  Żulczyka? – spytałam automatycznie, licząc na odmowę..
- Jest.
Wsiadałam więc do pociągu z czarną książką w dłoni.
Zaczęłam czytać jeszcze w Warszawie centralnej. Nie wiem tylko, czy wsiadłam do pociągu, czy do samolotu. Trzy godziny minęły błyskawicznie. A ja siedziałam uwięziona w krakowskim mieszkaniu, głodna, zmęczona, z przekrwionymi oczami. Mój umysł pracował na zwiększonych obrotach, by nie dać się zaskoczyć Żulczykowi, by rozwiązać zagadkę przed nim.
Mniej więcej na wysokości Poznań – Antoninek z krwawiącego napastnika Agnieszka i jej znajomi ściągnęli kominiarkę. Boże!
- Zaraz wysiadamy! – szepnął Joker, a ja podskoczyłam na pół metra w górę.
Spojrzałam za okno. Nie wiem kiedy ktoś zgasił słońce, i przykrył świat ciemną zasłoną. Wiem, że gdybym była sama w pociągu, nigdy bym z niego nie wyszła. PO pierwsze dlatego, że nie oderwałabym się od książki. Wysiadłabym dopiero w Berlinie, zastanawiając się dlaczego nie jechaliśmy przez Poznań. Po drugie i wstydliwe, dlatego, że bałabym się wysiąść. Otaczali mnie zwariowani degeneraci. Oni byli wszędzie. Nie wiadomo było, z której strony może przyjść cios.
Nie, nie, nie wybrałam przecenionego przedziału, dla degeneratów. Oni byli w mojej głowie. Dlatego, wiedziałam, że jeśli ruszę się, to Oni pójdą za mną.
Na szczęście Joker trzeźwo stąpał po ziemii i zawiózł nas do domu.
Rano po śniadaniu wróciłam do Instytutu. Czterdzieści minut później odłożyłam czarną książkę na stół. Przeczytałam. Również zakończenie.
I wiecie co? Nie cierpię głównej bohaterki. Nie cierpię kamienic. Nie cierpię tego zakończenia. Dobre było!
Aaaa, i nie cierpię tego Żulczyka! Miałam po obiedzie wykorzystać promocję Multikina i pójść do kina na dwa filmy. Ale żaden film nie może przebić takiej książki… dlatego zostaję w domu. Skończyłam czytać, ale nadal przeżywam… I polecam ;)

Co mnie inspiruje?

ZACZNIJMY OD POCZĄTKU DNIA:

Cienkie, drażniące dźwięki, dochodzą zza okna, gdy powoli moja świadomość powraca z krainy Morfeusza. Na moim balkonie musi siedzieć samotny, zmarznięty wróbel ogłaszający wszem i wobec, że słonce wzeszło a wiosna jest tuż, tuż. Musi. Bo kto inny tak by ćwierkał? To mnie inspiruje. Nie otwieram oczu, jeszcze nie. Wróbelka widzę oczyma wyobraźni.

 

Inspiruje mnie smak i zapach porannej kawy pitej w pośpiechu. Gorzki i mocny aromat ziaren kawowca, które dojrzewały muskane ciepłym wiatrem i ogrzewane tropikalnym słońcem Kostaryki. Zazdroszczę im tego słońca.

 

Codzienna rutyna, powtarzalność czynności, wykonywanych niemalże automatycznie, przerywana małymi gestami, nadającymi jej specyficznego charakteru danego dnia. Gesty te, są niczym zagadka – znajdź dziesięć szczegółów, którym różnią się poniższe obrazki. To mnie inspiruje.

 

Pomarszczona starsza pani żywo gestykulując domaga się potraktowania jej siwych włosów farbą bez amoniaku, mimo protestów fryzjera, który dwoi się i troi, by wytłumaczyć kobiecie, że taka farba nie pokryje inspirującej siwizny jej włosów.  Inspiruje mnie to.

 

Inspirują mnie krople deszczu, które z ogromną siłą uderzają w maskę mojego samochodu. Siedzę bezpieczna w środku, ukryta w ciemności i obserwuję śpieszących się dookoła ludzi. Ciekawe dokąd jedzie kierowca granatowego mondeo, który rusza ze skrzyżowania kilka sekund przed zapaleniem się zielonego światła?

Inspirują mnie pytania, które zadaje moja córeczka przed zaśnięciem. Obie obserwujemy ten sam świat, jednak z zupełnie innych perspektyw. Zza kulis widać coś zupełnie innego niż z widowni, a przecież to to samo przedstawienie…

Inspiruje mnie coś nie uchwytnego, co dociera do mnie chwilę przed zaśnięciem. Ciepłe spojrzenie brązowych oczu, które daje mi siłę i wiarę w to, że wystarczy mi sił, by wszystkie spisać wszystkie swoje inspiracje.

 

P.S.

Gdzieś między 21 a 23 udaje mi się zwykle usiąść do laptopa, o którym myślę, gdy drażnią mnie te wszystkie inspiracje. Siadam i przelewam emocje na ekran.

Przenoszę się … na Kostarykę, słońce pali moją skórę, ptaki śpiewają, piję kawę, siwa kobieta sprawnie zarządza hotelem, w którym mieszkam. Wieczorem … biec będę, uciekając przed nagłym deszczem i zauważę kochanków skrywających się w samochodzie.

Inspiruje mnie inspirowanie. Zabawa słowami, szykiem zdania. To wszystko po to, by móc przekazać prawdziwe emocje.

Czy jest coś ważniejszego od emocji?